Recent Posts

niedziela, 5 lipca 2015

Restauracja na Zamku w Gniewie – w Hotelu Rycerskim



Ta zawiła nazwa to nie nasza wina. Największą wadą tego miejsca jest brak czytelnej, widocznej i wyeksponowanej nazwy. A szkoda! Zamek w Gniewie to instytucja sama w sobie. Przez lata stał się popularnym miejscem imprez rycerskich i wielu atrakcji przenoszących nas w atmosferę dawnych czasów. Posiada też dobre zaplecze gastronomiczne – w tym restaurację hotelową, którą to ostatnio odwiedziliśmy. Trochę rozczarowuje ona wystrojem  nie nawiązującym do atmosfery tego miejsca i otoczenia Jest zimno – bankietowy a nie biesiadny, jakby można było oczekiwać w okolicach zamku. Jeśli jednak wybierzecie miejsca pod wystawionymi na zewnątrz parasolami będziecie mogli napawać się wspaniałymi widokami zamczyska, ładnie zagospodarowanego terenu wokół niego i doliny Wisły, która płynie u jego podnóża. Zestaw dań zaproponowany w menu trochę nas zaskoczył – był zdecydowanie europejsko -  śródziemnomorski a nie staropolsko – regionalny jak się tego spodziewaliśmy. Zestaw zup skromny. Ja jak to często robię wybrałam żur z puree z ziemniaków. Nie ukrywam, że lubię żurki – ale ten zaskoczył mnie wyjątkowością. Aromatyczny, pełny w smaku i perfekcyjnie doprawiony. Mąż spróbował chłodniku litewskiego (rybnej zupy nie było). Tu już mniej zachwytu: temperatura pokojowa (nie był mocno schłodzony), dodatki świeże i chrupiące – ale bez zielonego groszku, który dla mego  ślubnego jest w tej zupie obowiązkowy. Córka, która tym razem nam towarzyszyła zamówiła krem z pomidorów z krewetkami – i nie mogła się nachwalić, jak bogata w smaki i aromatyczna byłą ta śródziemnomorska wersja pomidorówki. Za zupy zgodnie wystawiliśmy restauracyjnej kuchni piątkę, z małym minusem za chłodnik. Na drugie dania nie czekaliśmy długo – i to kolejna zaleta tego miejsca. Zamówienia trafiają na stół naprawdę w dobrym czasie. Moje drugie danie to poliki wołowe w aromatycznym winno-korzennym sosie. Pyszne, rozpływające się w ustach. Niestety, nie przewidziałam dodatku cynamonu, na który jestem uczulona. Opłaciłam więc to szaleństwo kilkugodzinnym katarem. Mąż chwalił łososia z grilla podanego z leniwymi pierożkami, co okazało się ciekawym zestawieniem. Córka zajadała się polędwiczkami wieprzowymi podanymi na maślakach (dla mnie były zdecydowanie zbyt „różowe”, zważywszy iż wieprzowina nigdy nie powinna po obróbce mieć takiego koloru ). Do tych dań dodatki dobrane zostały doskonale – gotowane chrupiące szparagi do ryby, pieczony seler do wołowych polików. Jedzenie zgodnie oceniliśmy bardzo wysoko. Na pewno wybierzemy się tu na kolejną degustację. Nieco gorzej wypadła obsługa, przy której odnosiliśmy wrażenie, że moglibyśmy sobie już pójść. Zwłaszcza, kiedy pytana o deser kelnerka skierowała nas do sąsiedniej kawiarni. No, ale może była ona po prostu zmęczona po długim i pracowitym dniu. Ogólnie z czystym sumieniem polecić możemy Zamek w Gniewie, z jego wieloma atrakcjami i jak się okazuje pierwszorzędną kuchnią.



2 komentarze:

mopswkuchni pisze...

W przyszłości wybieram się zwiedzać zamek, informacje o restauracji na pewno będą też cenne ;)

Ewa Górska pisze...

Bardzo się cieszę, że mój post przyda się Tobie. Pozdrawiam.

Prześlij komentarz